Bardzo proszę wszystkich którzy to przeczytają o pozostawienie śladu po sobie w postaci komentarza. Jest to dla mnie bardzo ważne, a wam zajmie tylko chwilkę.
Budzik – koniec sielanki, cholerna rutyna, granica między jawą, a snem, koniec wakacji i początek szkoły. Nie cieszyłam się z powrotu do liceum, głównie z powodu pewnych ludzi, którzy za cel obrali sobie zniszczenie mnie i całego mojego nieidealnego życia. Nie chcieli jednak doprowadzić do mojej destrukcji – to byłoby za proste. Woleli powoli odkrywać moje tajemnice przed wszystkimi, tym samym niszcząc jeszcze bardziej moją psychikę i doprowadzając do tego, że moja samoocena będzie tak niska aż spadnie do zera. Później patrzyliby jak powoli wypalam się od środka niczym świeca. W pewnym sensie byłam nią. Ogień utrzymuje się we mnie długo, ale wystarczy jeden silniejszy podmuch i gasnę pozostawiając po sobie tylko dym wspomnień, o których i tak wszyscy zapominają. Znoszę wszystkie docinki tylko dlatego, że mam do kogo iść gdy potrzebuję się wygadać. Bezgranicznie ufam mojej małej grupce najukochańszych osób na świecie. Z pewnością są aniołami, które ukrywają się w ludzkim ciele. Zostali zesłani na ziemię by nadać barw mojemu szaremu życiu. Tak…
Patrzę na zegar zawieszony na mojej ścianie. Czasami dziwię
się, że jeszcze nie spadł. Wygląda na to, że muszę wstawać inaczej spóźnię się
do szkoły, a tak pilnej uczennicy jak ja nie wypada. Tyle razy to słyszałam. Właściwie
jeszcze nigdy niczego nie oblałam. Ludzie uważają mnie przez to za kujonkę,
szarą myszkę. Fakt, że nie chodzę na imprezy również się do tego przyczynia. Po
prostu nie lubię tak dużych tłumów, zapachu tytoniu i alkoholu. Sztywniaczka?
Być może, ale nie zamierzam się zmieniać. Chyba nie potrafię. Nikt nie potrafi
mi pomóc. Wolę siedzieć z nosem w książkach niż wtykać go tam gdzie nie trzeba.
To doskonały sposób na przetrwanie w szkolnej dżungli, gdzie rządzi elita
prowadzona prze dziewczynę której z całego serca nienawidzę. Gdy o niej myślę
odechciewa mi się żyć, a wszystkie posiłki, które zafundowałam sobie
poprzedniego dnia chcą ujrzeć światło dzienne.
Naprawdę chyba czas wstać,
inaczej nie wiem czy kiedykolwiek opuszczę swój pokój.
Zwlekam się z łóżka.
~*~
Stojąc przed wejściem do szkoły zamykam oczy i biorę głęboki wdech. Muszę tam wejść, nie mam
innego wyboru. Wszystkie oczy skierowane będą na mnie, wiem to. Wzrok każdego
człowieka z osobna wypalać mi będzie dziury na ciele, a szkolna elita
wyczuwając okazje jak drapieżnik krew dobije mnie solą. Być może dramatyzuje. Mimo wszystko rzeczywistość
bardzo mocno mnie spoliczkowała i wiem czego się spodziewać. Z drugiej strony
nie będę tam sama, jak niektórzy; szczerze im współczuję, nie chciałabym być na
ich miejscu. Gdy pomyślę o rozradowanych oczach Liama, sucharach Grace, czy
różowych włosach June na moją twarz mimowolnie zagaszcza szczery uśmiech. Wiem,
mam wąskie grono przyjaciół, ale wolę sobie ich starannie dobierać by później
się nie zawieść. Wiele osób uśpiło moją czujność i wbiło mi nóż w plecy, gdy nie
patrzyłam. Następnego dnia po całej szkole krążyły plotki na temat mojej osoby.
Początkowo nie mogłam tego znieść, po prostu uciekałam ze łzami w oczach. Teraz
stało się to naturalną częścią dnia, zaciskam więc zęby i dumnie idę naprzód.
Chcę pokazać, że ta silna Heather Davcis wcale nie umarła. Nie wiem czy
naprawdę tak myślę, ale jeśli uświadomię to innym to sama zacznę wierzyć.
Chyba, że życie znów podłoży mi kłody pod nogi i stracę już ostatek pewności
siebie. Wtedy już nic nie zrobię. Dlaczego jestem taką pesymi…
Nie dane mi było dokończyć rozmyślania nad swoim życiem,
ponieważ zostaję popchnięta. Świetnie! Nie weszłam jeszcze nawet do budynku, a
już prawie się zabiłam. Na szczęście mam przed sobą podwójne drzwi, które
umożliwiają mi odzyskanie równowagi i amortyzację przed dalszym
skompromitowaniem się. Podnoszę głowę. Wiem, kogo zobaczę – perfidnie
uśmiechniętą Megane z soczyście czerwoną szminką na ustach i toną makijażu na
twarzy. Mam zamiar wyratować się jakoś z tej niezręcznej sytuacji, ale nie
mogę. Ze złością spogląda na mnie para kawowych, niemal czarnych tęczówek,
w których widać wyraźną niechęć. W tym
momencie dziękuję Bogu, że nie zdołam wydusić z siebie żadnego słowa –
poplątałby mi się język. Nad oczami nieznajomego znajdują się mocno ściągnięte
brwi, które utwierdzają mnie w przekonaniu o złym humorze chłopaka. Są one
kruczoczarne podobnie jak jego włosy ułożone w artystycznym nieładzie, czy
kilkudniowy zarost dodający mu uroku. To wszystko świetnie kontrastują z jego
ciemną cerą. Ma typowy wygląd Bad Boya, jakich w naszej szkole dużo. Najprawdopodobniej
padnie ofiarą Megane i reszty elity. Będą chcieli by zasilił ich szeregi. Wtedy
razem będą mogli gnębić innych. Usta mulata otwierają się, jakby zamierzał coś
powiedzieć, jednak po chwili zamykają się, a ich właściciel znika w budynku,
pozostawiając mnie z mętlikiem w głowie. Moje serce bije jak oszalałe, czuję
jak próbuje przebić się przez barierę stworzoną z kości. Spotkanie z
tajemniczym chłopakiem, który niesamowicie mnie intryguje było chyba jeszcze
gorsze niż obecność Megane w moim życiu. Nie zamierzam jeszcze iść na lekcje,
nie w takim stanie. Muszę się pozbierać.
Od zderzenia się z mulatem minęło kilka minut, a ja idę
korytarzem ze spuszczoną głową. Obserwuję moje buty. Czuję, że jestem obiektem zainteresowania. Pewnie
cała szkoła już wie, że miałam drobny ‘wypadek’, dlatego wszystkie pary oczu
skierowane są w moją, a nie inną stronę. Byleby tylko dojść do szafki, która
jest już w zasięgu mojego wzroku. Wykręcam szyfr i pospiesznie wyciągam z niej
potrzebne mi rzeczy, w tym mój notatnik, który służy bardziej jako szkicownik.
Rysuję, kocham to, ale również piszę. Dwie rzeczy bez których moje życie nie
miałoby sensu. W skupieniu przyglądam się przedmiotowi, gdy nagle czuję czyjąś
dłoń na moim ramieniu. Błagam… oddycham z ulgą gdy dociera do mnie
charakterystyczny zapach – perfumy Liama. Odwracam się i napotykam wpatrzone w
moją twarz czekoladowe oczy. Uśmiecham się.
- Payno...
- Davcis...
Wpadamy sobie w ramiona. Strasznie brakowało mi tego chłopaka. Zawsze dopisuje mu humor, jakby był odporny na wszystkie złe emocje. Zresztą zawsze sie mną opiekuje. Jest dla mnie jak starszy brat. Potrafi rozweselić mnie jak mało kto. Nie licząc Grace i June. Już słyszę ich radosne głosy w zakątkach mojej głowy... nie, zaraz. To dzieje się naprawdę! Za chłopakiem stoją dwie wesołe dziewczyny uśmiechnięte od ucha do ucha.Zaczynam piszczeć, a w moim głosie słychać ekscytację. Teraz nie obchodzi mnie zdanie innych ludzi, którzy świdrują mnie wzrokiem. Spotkałam się z moją paczką po kilku tygodniach rozłomki. Teraz spokojnie mogę iść na lekcję. Wiem, że razem ze mną w czwartej ławce usiądzie June, która co chwila posyłać mi będzie pokrzepiające spojrzenia. Dwie ławki przed nami usiądą Liam i Grace, chyba najbardziej rozgadani ludzie jakich znam. Nie wszystkim się to podoba, ale oni mają to w głębokim poważaniu. Też chciałabym być nieczuła na docinki innych.
Pierwszą lekcją jest matematyka. Cała klasa siada w ławkach i czeka na przybycie nauczycielki, która jak zawsze się spóźnia. Nie można powiedzieć, że wszyscy spokojnie wpatrują się w tablicę w oczekiwaniu na rozpoczęcie nauki. Większość chichocze z nieznanych mi powodów, w klasie panuje niesamowity gwar. Niektórzy wymieniają ukradkowe spojrzenia, inni rzucają kartkami gdzie popadnie, a jeszcze inni siedzą i słuchają muzyki, piszą coś na telefonach lub w zamyśleniu oglądają swoje dłonie, a ja? Cóż... nie wypowiedziałam ani słowa do mojej przyjaciółki, która siedzi obok mnie. Patrzę przez okno i widzę wczesne oznaki jesieni. Nie obchodzi mnie życie wokół. Zostaję w klasie sama wraz ze swoimi myślami, choć tak naprawdę jest nas wielu. Rozmowy ucichły. Początkowo myślę, że to przez moją zadziwiającą zdolność odłączania się od świata zewnętrznego, ale szybko orientuję się, że powód ciszy jest całkiem inny. Do klasy wchodzi pani Anderson, a wraz z nią chłopak z którym zderzyłam się przed rozpoczęciem lekcji. Na to wspomnienie mój policzek oblewa rumieniec. Serce zamiera gdy przed oczami ukazują się mi jego piękne oczy. Zresztą cały jest piękny. Nie tylko ja tak uważam. Widzę jak spoglądają na niego inne dziewczyny. Nawet Megan, która może mieć każdego patrzy na niego z pożądaniem wymalowanym wręcz na twarzy. Chcę podejść do niego i tak po prostu wpić się w jego pełne usta, ale nie mogę. Nawet gdybym miała okazję to hamowałaby mnie psychika. Nie mam doświadczenia. Nigdy nawet nie maiłam chłopaka. Płeć przeciwna mnie onieśmiela. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest Liam.
Dopiero teraz zauważam, że nowy uczeń w klasie jest ubrany w biały t-shirt na który narzucona jest jasna jeansowa marynarka i granatowe rurki. Wygląda jeszcze bardziej pociągająco. Zaraz! Od kiedy myślisz tak o jakimkolwiek chłopaku? Prawda - mulat ma niespotykaną urodę, ale zaraz Heather ty nie masz gustu i nikt nie może ci się podobać, jasne? Zresztą na pewno nie zwróci na ciebie uwagi, przecież jest tyle pięknych dziewczyn wokół.
- Witajcie, mam nadzieję, że miło spędziliście wakacje. W tym roku dołączy do nas nowy uczeń Zayn Malik - nauczycielka wskazuje ręką na chłopaka, który posyła jej tylko przelotne spojrzenie i siada w ławce.
Tuż za mną.
Tuż za m n ą.
Tuż za MNĄ.
Zaczynam panikować. Fakt, że taki chłopak jak ON siedzi za mną przeraża mnie. Już wiem, że ta lekcja będzie bardzo ciężka, podobnie jak następna i cała reszta. Zapowiada się długi dzień w obecności nijakiego Zayna Malika, który jest dla mnie kompletą zagadką. Tak kuszącą do odkrycia. Wiem jednak jedna rzecz - jestem zbyt mała, zbyt szara, zbyt mało pociągająca i odważna bym zdecydowała się podejść i choćby wydusić z siebie 'cześć'.
- Davcis usiądziesz z Zaynem. Myślę, że będziesz maiła na niego dobry wpływ - odzywa się nauczycielka.
Mam z nim usiąść? Razem z n i m? Błagam nie! Jak mam mieć na niego dobry wpływ, jeśli nie potrafię pomóc sobie, a co dopiero jemu? Absurdalne.
- Czekacie na specjalne zaproszenie? No już.
Kolejny raz w tym dniu czułam na obie palące spojrzenia innych. Największą dziurę w brzuchu wywiercał mi jednak zazdrosny wzrok Megane. Wiem, że teraz nie będzie miała oporów do zniszczenia mnie.
Nim zauważam chłopak siedzi przy mnie i wlepia swój wzrok w moją twarz. Czuję jak moje ciało przechodzą dreszcze. Zamykam oczy i zakrywam twarz włosami. Moje ręce jeszcze nigdy nie trzęsły się tak bardzo. To niemożliwe! To musi być jakiś chory koszmar! Mam spędzić resztę dnia z chłopakiem, który mnie onieśmiela, ba! Czuję, że moje serce przyspiesza, kolana mi miękną, a gardło zaciska się. Tak ma wyglądać ostatnia klasa liceum. A żeby to życie cholera wzięła.
~~*~~
Od czego by tu zacząć. Może na początku cześć! <3
Nie stworzę przemowy bo najzwyczajniej w świecie nie mam do tego talentu. Huh, strasznie się denerwuję wiecie? Mam nadzieję, że I rozdział się podoba. Piszę aby dobrze się wam czytało, więc śmiało wytykajcie mi błędy, postaram się zmienić w miarę możliwości.
Fabuła... kolejna historia o Bad Boy'u z Bradford, który trafia do innej szkoły, a główna bohaterka się w nim zakochuje, oczywiście jest na niej wywierana presja szkolnych gwiazd, bla bla bla. Może będzie to tak właśnie wyglądać, ale szczerze mówiąc takie historie nigdy mi się nie nudzą. Mogłabym czytać ich setki, ale każda się różni. Ta też będzie inna, obiecuję.
Rozdziały powinny się pojawiać co tydzień, max dwa, wiadomo życie prywatne, szkoła. Jeszcze muszę ogarnąć dwa psy - szczeniaka i dorosłego, które po prostu się nienawidzą, tak.
Wiecie, ze początkowo ciężko jest zdobyć czytelników, będę się niezmiernie cieszyła z każdego komentarza i obserwatora, gdybym mogła to wszystkim wysłałabym po czekoladzie. Jeśli możecie to polecajcie blog znajomym, będę naprawdę wdzięczna! C:
Ps. Piosenka za krótka jak na moje tępo czytania, nie wiem jak jest u was.
Do następnego xoxo.
Ins